Papusza mieszkała w Żaganiu

zdjecie str 53

Początki książki i bibliotek w Żaganiu sięgają średniowiecza. Ważnym ośrodkiem kultury był klasztor augustianów w Żaganiu, gdzie od XIII w. istniało skryptorium, funkcjonowała pracownia iluminatorska i introligatorska. Historia biblioteki klasztornej jest imponująca, ale ponad 75 lat istnienia Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Papuszy w Żaganiu to też solidny kawałek czasu, o którym warto wspomnieć.

 

Początki były trudne. Jedną z pierwszych placówek kulturalnych w Żaganiu była Powiatowa Biblioteka Publiczna, która najprawdopodobniej została założona 1 marca 1947 r. przy placu Klasztornym. W dokumentacji archiwalnej nie odnaleziono pierwszego aktu powołania biblioteki, źródłem potwierdzającym tę informację jest artykuł kierownik biblioteki Emilii Lis, 25 lat Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej.

W historii każdej instytucji kultury są momenty zwyczajne i niezwykłe. Tak ważnym wydarzeniem było nadanie bibliotece imienia Papuszy, pierwszej poetki cygańskiej, która nauczyła się czytać i pisać, choć nigdy nie chodziła do szkoły. Swoje uczucia wyrażała, tworząc poezję, którą nazywała pieśniami (gilla). Pisała w języku romskim. Odkrywcą talentu Papuszy był polski poeta i literat, a przede wszystkim cyganolog, Jerzy Ficowski. Do opublikowania pierwszych przetłumaczonych przez niego wierszy przyczynił się Julian Tuwim, jeden z najpopularniejszych polskich poetów dwudziestolecia międzywojennego.

Papusza, a właściwie Bronisława Wajs (17 sierpnia 1908 – 8 lutego 1987), z domu Zielińska, znana pod swoim romskim imieniem jako Papusza. Do Żagania przyjechała wraz z niewielkim taborem pod koniec lat 50. Najbardziej płodny okres jej udokumentowanej twórczości przypadał na lata żagańskie. Pozostawiona spuścizna literacka jest imponująca i zjawiskowa. Oficjalny debiut Papuszy datuje się na 1951 r., kiedy to, mieszkając w Żaganiu, publikowała na łamach tygodnika społeczno-literackiego „Nowa Kultura”. To właśnie w Żaganiu powstały m.in. wiersze: Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona (początek 1951), Patrzę tu, patrzę tam (czerwiec 1951), Piosenka (marzec 1952), Już moja noga nie postanie, gdzie niegdyś jeździli Cyganie (luty 1952), Ziemio moja, jestem córką twoją (1952). Droga Papuszy w Żaganiu to ul. Asnyka, ul. Rybacka oraz ul. Szprotawska. Nie wszystkie budynki istnieją, stąd pomysł, żeby utworzyć symboliczny Żagański Szlak Papuszy.

Od 13 listopada 2017 r. żagańska biblioteka z dumą nosi nazwę Miejska Biblioteka Publiczna im. Papuszy w Żaganiu. Uroczystość zbiegła się z obchodami 70-lecia biblioteki i obejmowała wiele przedsięwzięć, w tym występ Cygańskiego Teatru Muzycznego TERNO. Papuszę wspominał członek rodziny Edward Dębicki. Wybór patrona jest zawsze trudnym zadaniem. My nasze starania prowadziliśmy kilka lat. Zaczęło się od rozmów z regionalistami, w tym miejscu należy wymienić Wojtka Raja, który był autorem medalu Papuszy – jednego z dziewięciu medali wydanych z okazji 800-lecia Żagania. Uczestniczył w nim również wybitny lubuski poeta, prozaik, dramaturg i publicysta Janusz Koniusz. Naszą pracę wspierał zaprzyjaźniony z biblioteką Marian Świątek, znakomity badacz regionalny.

Dziś chcemy zaprosić Państwa w sentymentalną podróż w żagańskie lata Papuszy zapisane w listach.

Żagańskie lata Papuszy w listach zapisane

Bronisława Wajs – Papusza (w języku Romów papusza znaczy ‘lalka’) była pierwszą romską poetką, która sama spisała swoje wiersze oraz pierwszą, której twórczość tłumaczono na język polski i wydano w oficjalnym obiegu. Cały zachowany dorobek literacki Papuszy to około 40 własnoręcznie zapisanych utworów. Debiutowała w polskiej literaturze wierszem w „Nowej Kulturze” w 1951 r. Pozostawiła też kilka tekstów prozą opisujących cygańskie życie. Opublikowano jej trzy wybory wierszy: Pieśni Papuszy (1956), Pieśni mówione (1973) i pośmiertnie Lesie, ojcze mój (1990). Za najlepszy jej utwór, wysoko oceniony m.in. przez Tuwima, uważa się utwór pt. Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona.

Życie Bronisławy Wajs pełne jest niejasności – nawet data jej urodzin do niedawna była niepewna. Sama Papusza pytana o datę i miejsce urodzenia za każdym razem podawała inne dane. Dopiero w 2017 r. prof. Dariusz Rymar znalazł odpis metryki chrztu, z którego wynika, że urodziła się 17 sierpnia 1908 r. w Sitańcu w gminie Zamość. Tego też dnia przyjęła chrzest w kościele parafialnym św. Bartłomieja. Jej matką była 20-letnia niezamężna Katarzyna Zielińska.

Papusza nigdy nie uczęszczała do szkoły. Jako dwunastolatka, dzięki sile swojej woli, przy wyraźnym oporze ze strony swoich pobratymców, nauczyła się czytać i pisać, odkupując się swoim nauczycielom – najpierw napotkanym w miasteczku dzieciom, a później żydowskiej sklepikarce – kradzionymi kurami. Początkowo nie miała nikogo, kto wskazałby jej wartościowe lektury, czytała więc wszystkie czasopisma i książki, jakie udało jej się zdobyć – zachłannie i z przejęciem, aż oczy bolały. W wieku 16 lat została wydana za mąż za starszego o 26 lat harfiarza Dionizego Wajsa zwanego Dyśkiem (lub Dyźkiem). Nigdy nie mieli własnych dzieci. Tuż po wojnie, w trakcie wędrówek z taborem, przygarnęli chłopca, wojennego sierotę o imieniu Władysław, którego wszyscy nazywali Tarzan. Rodzina Wajsów składała się głównie z muzykantów, harfistów. Jeździli po miastach i wsiach, grali w karczmach, na jarmarkach, weselach. Przy ognisku objawiał się poetycki geniusz Papuszy. Była najlepszą tancerką w taborze oraz utalentowaną wróżbiarką i pieśniarką.

W roku 1949 do taboru Dionizego Wajsa dołączył ukrywający się przed bezpieką Jerzy Ficowski, początkujący poeta, zafascynowany cygańskimi obyczajami i językiem. Ficowskiego chwyciła za serce cudowna świeżość poezji Papuszy. Nakłonił ją do zapisywania wierszy, które dotychczas śpiewała sobie lub które tylko po głowie jej chodziły. Papusza nigdy nie nauczyła się pisać poprawnie. Ficowski odcyfrowywał jej pospieszne, niewyraźne rękopisy, pełne błędów i słów, w których brakowało całych sylab. Nie chcąc jej zrazić do pisania, nigdy nie prosił o pomoc w rozszyfrowywaniu niejasności. Przekłady wierszy Papuszy pokazał Julianowi Tuwimowi. Wybitny poeta był szczerze zachwycony talentem niewykształconej Cyganki i doprowadził do publikacji jej tekstów.

Po opublikowaniu w „Problemach” wywiadu Juliana Tuwima z Jerzym Ficowskim środowisko cygańskie oskarżyło Papuszę o zdradę tajemnic cygańskich. Pojawiły się pod jej adresem groźby. W obawie przed zemstą Wajsowie uciekli z taboru, który w tym czasie przebywał na Pomorzu Zachodnim.

zdjecie str 48

Przedstawione poniżej fragmenty listów przytoczone zostały w oryginalnym zapisie. Została zachowana osobliwa ortografia, interpunkcja i gramatyka. Zastosowano tylko niewielkie zabiegi adiustacyjne ułatwiające zrozumienie tekstu.

„Wyjechali my do Żagania pszeszło 300 kilometrów” – pisze Papusza do Ficowskiego. Po drodze dołącza do nich pięć innych wozów. „Widocznie obce Cygany, bo nic nie wiedzieli. [...] Pierwszy raz w życiu jechalimy zimą przez śniegi i we mrozie, z dziećmi, wozem [...] dzieci spot pieżyn głowy wystawiali i śpiewali kolendę. Na samą Wiliję nocowaliśmy w pięknym lesie, śnieg odrzócilii ogień napalili, i stary i mały koło ogniska kolędowali, i kartofle piekli, bo nie było co jeść, dwa tygodnie w jeździe”.

Pod koniec grudnia 1950 r. tabor składający się z sześciu wozów dociera do Żagania. Tutaj Papusza zamieszkała wraz z rodziną. Od 4 stycznia 1951 r. zameldowana jest na Asnyka 8/3. Jej pobyt w Żaganiu to pogoń za życiem godziwym oraz pieniędzmi, których ciągle brakowało. Minęły przedwojenne czasy świetności, kiedy Papusza nosiła biżuterię i wyszukane stroje.

W liście z 14 stycznia 1951 r. Papusza w serdecznych słowach dziękuje Tuwimowi za wsparcie dla jej syna – Tarzana, który miał udaną operację i dalej: „bo tatuś jego chory a matka pada na silach z całego serca dziękuję jak dla ojca. Przepraszam, że się ośmieliłam telefonować do pana z cygańską śmiałością, szanowny panie proszę wybaczyć, ale musiałam, chodziło o życie dziecka [...] dziwnie mi biło serce przy telefonie bo 3 razy w życiu byłam u telefonu [...]. Tak bym chciała widzieć pana choć raz w życiu, może umrę i nie będę mogła panu podziękować za szczerość [...] i dobre serce [...] ale ja się panu gilasiu odwdzięczę, bo moim zdaniem gili czyli wierszyk to złoto i brylant. Pan będzie łaskaw wybaczyć, przecież nie jestem pisarzem ani poetką, tylko Cyganką z lasu, która żyje przyrodą [...]. Proszę Pana Potrzeba nauki. Bez nauki nic złożyć nie można i co pięknie nieumi nazwać wprost człowiek bez nauki [...] jak ciemny i nieudolny do życia [...]. Panie obiecuję napisać gili romani. Papusza”.

Niemal w każdym liście Papusza przeprasza, że „tak szkaradnie piszę… alie Tródno… mam nadzieję, że mi pan Wybaczy Bo pan jest dla mnie ojcem rodzonem na świecie [...]” (list z 1 lutego 1951 r. przesłany z Wrocławia). „Przepraszam za pierwszy list [...] wyobrażałam sobie, że nic złego nie zrobiłam [...] tylko jedno, że nie mogę pisać cokolwiek. Na samo wspomnienie Wielkiego Pisarza ręka mi drży i proszę mi wybaczyć, że wstydzę się tym moim szkaradnym pisaniem [...] obiecuję się poprawić… pójdę na wieczorowy kurs, tylko mąż wyjdzie ze szpitala [...] prawdę powiedzieć jestem samouk, a wieczorowy kurs dóżo mi pomoże i rękę wyrobię! Zawsze coś będę mieć choć na starość. Ja sądzę proszę pana, że czasem starość szczęśliwsza bywa niż młodość [...]. Jestem nieszczęśliwa z powodu choroby męża. Mamósia chora pół roku temu była porażona prawa strona. Teraz mąż leży w szpitaló prawie 2 miesięcy, brat mój bardzo chory na astmę i zaziębił grypę i takie szanowny panie kszyżyki. Wola Boża niech się dzieje i to wszystko na mojej głowie chcąc panu cóś napisać jakąś cygańskąm piosenkę nie mogę skópić myśli”. Informuje również Tuwima, że na krótki czas zamieszka we Wrocławiu u pana Czarnieckiego.

7 lutego 1951 r. Tuwim odpisuje: „Miła i droga Poetko! [...]. Najusilniej namawiam Panią do dalszego pisania wierszy. Gdyby były potrzebne jakiekolwiek książki lub pisma, w ogóle wszystko, co mogłoby przyczynić się do dalszego rozwoju Pani talentu i do pomnożenia wiedzy, proszę mnie o tym zawiadomić, a wszystko załatwię”.

A oto kolejny fragment listu z 19 lutego 1951 r. wysłanego z Wrocławia: „Nie spodziewałabym się nigdy, ażeby Pan w ogóle uznał to, co ja piszę za coś nad czym się było zastanawiać [...]. Co do książek, o których Pan wspomniał, to jeżeli łaska prosiłabym bardzo, ale o coś niezbyt trudnego, ażebym mogła zrozumieć treść i intencję”.

W następnym liście z 15 kwietnia 1951 r. autorka dziękuje Tuwimowi za radę „i skierowanie na dobrą drogę…” (chodzi o wizytę u starosty w Żaganiu): „Ja bym chętnie poszła do pana starosty. Nie wiem co mówić i o co prosić. On może cyganowi odmówi, choć nie powinien [...]. Pan mnie opisał jako sławną kobietę… a ja przecież nie jestem. Bardzo dumna jestem ale nieprawnie”. Przesyła też dedykowaną Tuwimowi Pieśń cygańską z Papuszy głowy ułożoną.

W tym czasie awantura wokół Papuszy i Ficowskiego robi się coraz poważniejsza. Cyganie za artykuł w „Problemach” chcą ich wieszać, najlepiej na jednej gałęzi. Już nikt nie chce słuchać listów od Ficowskiego. Papusza czyta je w ukryciu. Odpisuje nad rzeką, kilkaset metrów od domu. „Byle Cyganie nie widzieli”.

„Braciszku [jest 17 kwietnia 1951 r.], na Boga się klnę że jeszcze mam wrogów dużo i każden kto mnie widzi z Cyganów teraz po tej wojnie z Problemem, to się śmieje szyderczo. A ja sobie nic nie robię z tego. Jak Braciszek myśli czy te słowa że ja sobie nic nie robię z tego., czy one są prawdziwe, czy nie? [...]. Jedno tylko, jak Boga kocham że mnie mają Cygany za agentkę, to mi pszykro”.

23 kwietnia 1951 r. informuje Jerzego Ficowskiego, że ich tabor nie wyruszy na letnisko, zostają w Żaganiu. „Nie będę pisać, jak lubię jeździć po świecie. Ale tródno się nazywa my teraz robimy zmianę, niech jeżdżą ci, co kiedyś siedzieli w domach, a my jako naród koczowniczy musimy spocząć trochę. [...] U nas tak pięknie, zieleni dużo, lasy, rzeka Bober i nie daleko Czarna Rzeczka w lasach. Nasi grają na stałe 13 kilometrów od nas, Żary, miasteczko powiatowe, [...] grają 3 razy tygodniowo w gospodzie. Koni nie mamy, mieszkania mamy liche bardzo – buda cygańska bywa nie raz lepsza. Tarzanek pójdzie do szkoły na jesień”. Papusza ma marzenie – żeby został nauczycielem.

W liście z 21 września 1951 r. adresowanym do Tuwima respondentka pisze o wyjeździe męża do Buska koło Kielc na kurację (borowiny): „…prywatnie po 55 zł dziennie. Wyprzedałam co mogłam i troszkę dał zespół muzyczny i tak zebrałam parę złotych i mąż pojechał na 2 miesiące… [...]. Piszę do Pana jak do ojca i dobrego przyjaciela, ażeby Pan był tak dobry i nie odmówił mojej prośby i coś mi pomógł”. Prosi poetę, żeby napisał do uzdrowiska w Busku-Zdroju i polecił opiece Dionizego Wajsa: „Wiem dobrze, że imię Pana jest w całej Polsce znane. Za skarby świata nie prosiłabym Pana na jedzenie albo na coś innego [...] proszę pana o zdrowie męża”. Przypomina też Tuwimowi o swoich bezowocnych rozmowach w Starostwie: „kręcili jak mogli nic z tego i przeszło. Mąż nie pojechał [...] obiecali, że wyślą męża na kurację i zwlekali do jesieni [...]. Mąż czuł się bardzo chory i pojechał. Już nie czekał na ich obiecanki…”. Potem już tylko dodaje: „mam zamiar chodzić na kurs wieczorowy…”. Choroba męża, późniejsze zdarzenia były prawdopodobnie przyczyną, iż nie podjęła nauki na wspomnianym kursie. Składa też poecie świąteczne wielkanocne życzenia.

Po publikacji wierszy Papuszy w „Twórczości”, „Odrze” i „Tygodniku Zachodnim” Ficowski zawiadamia ją, że dostanie pieniądze. Musi tylko przysłać upoważnienie, aby mógł wynagrodzenie odebrać w jej imieniu. W liście do Ficowskiego z 17 października 1951 r. Papusza pisze: „[...] jaka radość i błogość mi serce opanowała nie mam słów do opowiedzenia. A ta poetka papusza wprost nie chce wierżyć w to com pszeczytała. Muszę podziękować serdecznie panó Ficowskiemu i panó Tuwimowi, żeście mnie podnieśli asz tak wysoko. [...] Kochany Braciszku, chodzi tu o jakieś upoważnienie pieniężne. Skąd ja do pieniędzy? Za wiersz pieniądze? Dziwi mnie to bardzo [...]. Kochany Bracie, ja mam prośbę do brata. Jeżeli te pieniądze za wiersz prawdziwe, to ja dómna i przyjmę tak jak za wróżenie z kart. A jeżeli coś innego, to proszę nie robić zawodu sobie i mnie”.

W liście do Tuwima z dnia 9 kwietnia 1952 r. Papusza pisze o swojej cygańskiej doli: „a przeważnie Cyganka w grobie ma spokój. Bo tak to stale musi iść rano. Świt ją wygania, noc ją przegoni. Prócz tego sama jedna a siedem osób w domu [...] Całe szczęście, że jest u mnie dziewczynka po siostrze [...] rodziców Niemcy zabili. 13 lat to ona ma, dużo pomaga i chodzi na wieczorowy kurs [...]. Obiecałam piosenki cygańskie. Proszę wierzyć, szczerze piszę, nie śmiem z byle jakąś się Panu pokazać. Braciszkowi jakąś bądź napiszę i nie krępuję się. Panu nie mogę [...] mianowicie nie jestem poetką tylko ot tak sobie kochany i drogi panie [...] kiedy przyjdzie szczęśliwy czas, ażebym mogła panu za dobre serce rzucić kwiaty piękne pod nogi”.

W odpowiedzi na list Tuwim stanowczo zaprzecza zwątpieniom Papuszy, jakoby nie była prawdziwą poetką. „Proszę mi wierzyć (znam się na tym!), że jest Pani poetką! Mam nowy dowód – wiersz o kolczykach z liści. Ficowski ładnie go przetłumaczył, mogę więc stwierdzić, że to śliczny utwór. Niech Pani dalej pisze – i właśnie takie proste, z serca Cyganki płynące wiersze!”.

W liście z 4 czerwca 1952 r. Papusza usprawiedliwia się. Wysłała Tuwimowi list z 11 maja, który wrócił, ponieważ pomyliła adres na kopercie: „Proszę się nie gniewać [...] Nie mogę sobie przypomnieć czym bym mogła Pana obrazić. Jak to kobieta, ma długi włos i krótki rozum. Może i coś pisałam jak to poetka cygańska [...] Pisał Pan że miła Cyganka patrzy Panu w oczy. Owszem, miły Boże! Ażeby Panu cały świat dobrych ludzi pa trzył w miłe oczy. Składam Panu podziękowania za wszystko, panu Ficowskiemu i w ogóle dobrym ludziom. Tak bym chciała przed moją śmiercią widzieć Pana i żonę pana Ficowskiego, braciszka mego, ale braciszek zapomniał o siostrze zupełnie. Może się obraził tym moim bazgraniem? [...] Mężowi trochę lepiej po kuracji w Busku-Zdroju. Tak że może drzewa narąbać i swobodnie chodzić. Tarzanek uczy się wzorowo i same 5 dostaje”.

Następny list do Juliana Tuwima nadany jest w Busku-Zdroju 24 czerwca 1952 r. Poetka przebywała tam od 9 czerwca do 15 lipca 1952 r. W liście pisze:

„Drogi i Szanowny pan
Bardzo pana pszepraszam że się ośmielam panu stale dokuczać tym mojem niemądrem pisaniem jednak proszę uwieżyć że niemogę pana zapomnieć [...] strasznie mi się nudzi w tym Busku pomimo że tu jest tak piknie. Alie tylko w parkó poza tym nigdzie więcyj [...]. Alies na ogół nasz park piekniejszy w Żeganiu … tyle w nim życia piękny przepływa park szómiący Bober. W dalszej części listu informuje Tuwima, że przyjechała do Buska 9 czerwca i ma zamiar pozostać tam miesiąc albo dłużej. Wynajmuje mieszkanie za 10 złotych dziennie na wikcie swojem tak że jeszcze nie najgorzej można wytszymać. Cyganka nie potszeboje wielkich wygód tam gdzie pójdzie tam nie zginie i rady do życia sobie dać umie”.

W kolejnym liście do Tuwima nadanym w Żaganiu 20 sierpnia 1952 r. poetka pisze: „Szanowny i drogi mi panie w pierwszych słowach bardzo przepraszam żem sobie pozwoliła tak długo nie pisać i spytać się o pana zdrowie [...]. Pan najlepiej wie moje życie lepiej nisz ja sama. [...] Powiedział jeden chłop ze wsi, że żonka u Cygana to chomąto u konia albo jarzmo u wołu i to prawda. Więc proszę pana nie mam jednej chwili czasu, mąż pojechał na kórację, ja sama na wszystko. Mamósia chora i ojczym chory trochu bo jósz i potszeba pójść, pszynieść i zgotować podać pomyć i zaszyć, uprać i w nocy wstać do pociągu do wsi, pochodzić pięć, sześć kilometry i na wieczór zbity i zmęczony człowiek jak kamień zaśnie i jutro to samo i tak całe życie pszeklęte człowieka. [...] Drogi panie nie powiem że mi jest bieda jakaś ja sobie radę daje i jeszcze mi zazdraszczająm Cygany bo talent to pieniądz i do wróżby musi być talent. [...] Siarka i mułówki w Busku Zdroju pomogły”.

W „Przekroju” ukazują się dwa wiersze Papuszy w przekładzie Jerzego Ficowskiego. Poeta przesyła jej pieniądze za te publikacje. W liście z dnia 21 sierpnia 1952 r. Papusza pisze: „[...] Braciszku, serdecznie dziękuję za otszymane pieniądze, 45 złotych. Jestem bardzo dómna, że prócz chiromancji (wróżenie z dłoni) mogę pracować umysłowo w poetyzmie. Jaki zaszczyt i dóma dla mnie, naprawdę, gdyby wystarczyło na utszymanie całomiesięczne, to bym zupełnie nie chodziła wróżyć i wstydziłabym się, daję słowo honoru. [...] Ale jeszcze na razie i tak mi dobrze. Ale z czasem czasy się zmieniają, będę musiała pracować nie tylko jako wróżka, tylko z dumą na czole jako poetka cygańska. Jaka to dóma dla mnie! Czego moje serce marzyło od dziecka – coś zrobić takiego w życiu [...] a to wszystko muszę przyznać i podziękować Braciszkowi drogiemu i panu Tuwimowi, bo krósz by mógł zbadać, że w lesie urodzona Cyganka poetką zostanie. Ja się pszyznam że naprawdę w to nie wierzę, może w tym cóś się kryje, nie wiem, czy może ja sama siebie nie rozumiem. Pszeciesz ja nic nie umiem i to co piszę, to takie proste dziecko lepiej napisze jak ja piszę”.

Tuwim, znając sytuację materialną Papuszy, postarał się dla niej o stypendium twórcze z Ministerstwa Kultury i Sztuki. Poetka wzdragała się przed jego przyjęciem. W kolejnym liście do Ficowskiego z 17 września 1952 r. pisze: „Ja się cieszę, że moje wiersze zostały stypendium nagrodzone, ale ja cuś nie wierzę w to [...]. Na pewno, że to porzyczka, albo udzielono mi pomocy [...]. Ażeby mogła być za gila nagroda, to nie możliwe, tak dóżo pieniędzy, po 900 złotych za 3 miesiące. Prędzej porzyczka. Poważnie Braciszku, że ja nie przyjmę porzyczki, bo nie będę miała czym oddać. Proszę oddać te pieniądze, bo ja nie będę miała co sprzedać i oddać serio piszę, ja sobie dam radę na życie”. Prawdopodobnie po zapewnieniach Ficowskiego, że pieniądze są za wiersze, Papusza zgadza się je przyjąć.

Na początku października Papusza bierze udział w Ogólnopolskiej Naradzie Działaczy Kultury i Sztuki w Szczecinie, na którą została zaproszona jako twórczyni ludowa. Po powrocie do Żagania pisze do Juliana Tuwima. Dziękuje za książkę (bajki). Szczególnie opisuje Bajkę o złotym rybaku: „[...] Ślicznie przetłumaczył Pan. A widoczki jeszcze śliczniejsze. Tarzanek nie może się napatrzyć [...]. Bo proszę Pana mąż zna tą bajkę jeszcze z Rosji”. Opisuje też swój pobyt w Szczecinie: „[...] za zaproszeniem kultury i sztuki artystycznej [...]. Pływaliśmy po Odrze statkiem. Bardzo pięknie. W towarzystwie kulturalnych ludzi czułam się wtedy jakby zabłąkana od swego stada [...]. Ja byłam pomiędzy uczonymi ludźmi [...] jednak mną nie gardzono [...]. Zainteresowano się mną bardzo w gronie samych poetów i różnych kierowników świetlic, różnych kulturalnych dam. Przyjemnie spędziłam dwa dni w Szczecinie. Można umrzeć z radości. Tam dużo mówiono o twórczości człowieka o tym, o czym moje serce od dziecka pragnęło i marzyło. To był ten tron mój, o którym marzyłam [...]. Ja nigdy o panu nie zapomnę i gdyby nie pan i Jurek Sownakuno [sownakuno z cygańskiego ‘złoty’], mój braciszek to ja bym nigdy w Szczecinie nie mogła być bo nie byłoby możliwości”.

W starym zeszycie zachowało się przemówienie Papuszy: „Drodzy i szanowni obywatele i obywatelki otrzymałam zaproszenie na dzień 4 i 5 października w Szczecinie. Więc przyznam się wam drodzy moi przyjaciele, że wodziłam się z myślą co mam począć jechać czy nie. Ja cyganka spot ciemnej gwiazdy. Do ludzi kólturalnych jak owieczka zabłąkana. Jednak wybrałam. Ciemność mojom odrzuciłam na bok kultura napszut jak do marszó i pszyjechałam. Do was moje przyjaciele i przyjaciułki na dzień szczęśliwy i wesoły i sprawiedliwy. W dzisiejszej Óroczystości składam za przyjaźń i dobre serce Braciszkowi sownakuno Jerzemu Ficowskiemu najserdeczniejsze dzięki i serdecznie dziekóję za zaproszenie mię na tak wielki dzień. Niech żyje kóltóra, niech żyje wolność narodu. Pamiętać będę do śmierci dzień 4 i 5 października i dziś umrzeć bym chciała w tym wielkim zebranió”.

Natomiast w korespondencji z 28 listopada, adresowanej do Juliana Tuwima, narzeka na swój los. Przekazuje informację o tragicznym wypadku w rodzinie, o planach odnowienia harfy. Mąż Papuszy – Dionizy Wajs grał na niej, był znakomitym instrumentalistą. Potwierdza też, że otrzymała stypendium z Ministerstwa Kultury i Sztuki, o które wstawił się wcześniej Tuwim: „Prąd elektryczny [...] spalił mego siostry syna [...] piękny chłopeczek, spokojny, dobry. Pokój jego duszy. Ja jestem bardzo chora na zakażenie prawej ręki. Ale już przechodzi [...]. Wszystko przyschnie zło i dobro. Mąż dał do odnowienia harfę [...], bo była bardzo pobita. [...]. Nasza harfa piękna no i synek rośnie. Przyda się taki instrument bo dziś trudno kupić harfę.
Proszę Pana, nie wiem czy Pan wie o tym, że ja dostałam stypendium – 3 raty po 900 zł [...] Może Pan będzie łaskaw przyjechać do nas na święta?”.

W listopadzie Jerzy Ficowski informuje listownie Papuszę, że ukończył prace nad książką Cyganie polscy. 28 listopada Papusza odpowiada: „Braciszek pisze że jak się cygany dowiedzą o tej ksiąszce, to straci przyjaciół cygańskich [...]. A ja swego narodu cygańskiego nie zdradziłam ani na szubienice nie wydałam. Bo każden wie o tym, że kury kradli i wróżyli i tak dalej, z czego żyli i czemu jeździli po świecie ten ciemny a mądry naród. [...] Tródno, mój Braciszku drogi, mam tylko jedną skórę, jak cyganie ją zerwą, dróga narośnie, piękniejsza i szlachetniejsza, bielsza. Powiedzą, że Papusza dziuklory (suka) [...]. A może kiedyś we świecie zrozómieją że ja nic złego nie zrobiłam i nikomu nie zrobiłam żadnej kszywdy i nie staram się o to. Ja myślę, że za jakie trzy lata jak Pan Bóg da spokój, to wszystkie cygańskie tajemnice będą na wykładach. I będą Cyganie żyć jak uczciwi ludzie, choć pszykro z tym się pogodzić, bo człowiek się zżył i wyrósł wśród tego dziwnego życia [...]. Ale pomalutku to wszystko zaginie, jedna tylko mowa zostanie i to gdzie nigdzie”.

List z 19 grudnia 1952 r. kończy korespondencję z Tuwimem, która zachowała się w jego archiwum. Papusza pisze w tym liście, że bliżej świąt miała przyjechać do Warszawy. Podróż tę odłożyła. „[...] Nigdy nie mogę się wybrać [...] Kiedyś się zobaczymy – jak nie umrę”. Los sprawił, że nigdy się nie spotkali. 

Tuwim zmarł nagle 27 grudnia 1953 r. w Zakopanem, dokąd wyjechał wraz z rodziną na urlop.

W latach powojennych w środowisku Cyganów Polska Roma obowiązywał rygorystycznie przestrzegany zakaz udzielania obcym jakichkolwiek informacji o tajnikach romskich tradycji, obrzędów, zakazów obyczajowych i cygańskiego języka. Po ukazaniu się książki Ficowskiego Cyganie polscy, w której autor opisał wierzenia, prawa moralne oraz słownik romskich wyrażeń, starszyzna plemienna oskarżyła Papuszę o zdradę plemiennych tajemnic. Wówczas spaliła część swoich utworów oraz listów i na wiele lat zamilkła. Wykluczona ze społeczności cygańskiej stała się nerwowa, miała urojenia, stany lękowe i depresję.

W liście do Jerzego Ficowskiego z 29 grudnia 1953 r. Dionizy Wajs, który w swojej bezradności wobec choroby żony szuka u Ficowskiego rady i pomocy, pisze (a raczej dyktuje, był analfabetą): „Drogi Sownakuno opiszę jak Papusza zaczęła błądzić po powrocie z Warszawy”. Papusza wraz Ficowskim była w Związku Literatów Polskich, domagała się zniszczenia książki Cyganie polscy, która w nakładzie 5000 egzemplarzy ukazała się 2 października 1953 roku. „Mówiła rzeczy niestworzone, ale nie zawsze. Przyszedł czas to błądziła ogromnie, a przeszła ta chwila, to była normalna. Jak jej przejdzie to nic nie mówi tylko myśli, a sama nie wie co. Po myśleniu dostaje wielkie żale i naraz nacznie bardzo płakać, a po płaczu nerwóje się i mówi dlaczego wpisali moje wierszy w tą książke Cygani Polskie) i właśnie ta książka jest fundamentem jej nerwów. [...] A teraz drogi Sownakuno słyszałam od jednego cygana, któren taki sam miał wypadek że zwariowała jego siostra i skierował ją do szpitala w Lublińcu k/Częstochowy, po krótkim okresie leczenia wyszła całkiem zdrowa. Teraz nie wiem co mam czynić. Ale postanowiłem czekać odpowiedzi braciszka jestem w nadzieji że Sownakuno mnie doradzi [...]”.

Dwa tygodnie później, 12 stycznia 1954 r., Papusza dyktuje list do Jerzego Ficowskiego. Sama nie może pisać, bo trzęsą się jej ręce (gdy czuła się najgorzej, nie mogła również czytać).

„Kochany Braciszku! Piszę do ciebie kilka słów a mianowicie serdecznie cię pszepraszam za wyrządzone pszeze mnie Wam kszywdy i obrażanie pana Kornackiego z żoną. Ja w waszej osobie nie widziałam żadnej kszywdy i widzieć nie będę. Ja nie wiem co mi się stało, że obraziłam Was, ale to nie ja winna, tródno to nieszczęście mnie spotkało, ale nie wiem dlaczego, przecież ja nikomu nie wyrządziłam żadnej kszywdy [...]. Teraz to jósz jestem przy dobrej pamięci, pszed tym to śpiewałam płakałam tańczyłam żal ogromny miałam. Jak mnie teras z daleka opowiadają to straszne komedyje wyżądzałam. A teraz dzięki Panu Bogó czuję się dobrze [...]. Jeszcze raz serdecznie wam dziękóję, ja wam nigdy nie zapomnę za tak troskliwa opiekę nade mną [...] może kiedyś będę mogła czym zrewanżować się w pszyszłości. Kochany braciszku co do Lublińca to trochę się boje jechać do Szpitaló ale dojde do lepszych sił to pojadę tylko na zbadanie a w szpitaló to chyba nie zostane bo niema nic strasznego we mnie [...].
Papusza”

Dopisek: „Drogi braciszku mówili mnie, że Pan Tuwim umarł, ale nie wierżę, mówiły Cygany, że było to w gazecie, ale ja nie widziałam tej gazety. Napisz mi braciszku, czy to prawda. Jak będzie mi lepiej i będę się czuła silniejsza to ja sama napiszę Ci list”.

Jerzy Ficowski z Jerzym Kornackim zwracają się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o pomoc w umieszczeniu Papuszy w szpitalu. Kilka dni później na adres Wajsów w Żaganiu (ul. Szprotawska 60) przychodzi pismo z Lublińca: „Dyrekcja szpitala zgadza się na umieszczenie chorej w tutejszym Szpitalu. Przywiezienie może nastąpić w dni powszednie od 7-ej do 19-ej. Sprawa niniejsza ma związek z interwencją w ministerstwie zdrowia”.

28 stycznia 1954 r. Dionizy odwozi Papuszę do szpitala. Odwiedza ją często. Sam płaci za leczenie. W kolejnym liście do Ficowskiego z 16 marca 1954 r. pisze: „Bo jak przyjechałem pierwszy raz z Papuszą to mnie pytali jak chcę leczyć a ja myślałem że może lepszy będzie dogląd i powiedziałem na swój koszt. [...] Drogi braciszku jak byliśmy ostatnio u Papuszy to bardzo płacze i chce koniecznie do domu. [...] Dochodzą mnie dosłuchy, że Papuszy odgrażają się cygany bogate, bo książka pt. Cygani Polscy do tarła do ich rąk i za to jej odgrażają. Co teraz będzie robić? [...]”.

W liście z 9 kwietnia 1954 r. Dionizy informuje Ficowskiego: „7 kwietnia byłem w Lublińcu u Papuszy i rozmawiałem z nią, to już rozmawiała całkowicie normalnie, mamy pewną nadzieję, że Papusza 21 kwietnia będzie w domu. [...] A jak byłem u Papuszy w pierwszym zapytaniu pytała się o braciszka [...]”. W następnym liście z końca kwietnia pisze: „Papusza jest już w domu, ale co z tego kiedy bardzo błądzi, chce się nożem przebić, oknem wyskoczyć i szuka ostrego narzędzia. Drugie: czytać ani pisać nie może, bo liter nie rozumi. Trzecie: Nie chce mnie ani Tarzana wypuścić na krok z domu, bo bardzo płacze i krzyczy”.

17 maja Papusza znów trafia do szpitala. Z ostatniego dokumentu, który się zachował, wynika, że w szpitalu przebywała do 8 września. Nie wiadomo, czy Papuszę wypisano na jej życzenie, czy leczenie zakończono.

W kolejnym liście do Ficowskiego z 28 października 1954 r. Dionizy pisze: „Kochany Braciszku. Zawiadamiam Ciebie o zdrowiu Papuszy. Papusza jest wzięta ze szpitala, ale nie jest zupełnie zdrowa jak powinna być, jeszcze jest chora. Robi wszystko w domu, więc nie wiem co robić chciałbym pojechać jeszcze z nią do dobrego lekarza do Poznania. Radzę się Ciebie braciszku kochany tak jak brata, bo ty jesteś opiekun. [...] Bardzo trudno mi żyć, Papusza po wioskach nie chodzi nawet nie umie karty wywróżyć. [...] i w ogóle nie mamy mieszkania. [...] nie ma drzwi, ani okien i pół ściany wywalonej, ale musimy się męczyć [...]. Bardzo proszę cię ażebyś się zaopiekował tym, a Tarzan z tego powodu spóźniony na 2 miesiące miał iść do 4 klasy musiał zostać w trzeciej... Chciałem posyłać jego do szkoły muzycznej ale u nas w Żaganiu nie ma., bo bardzo zdolny do muzyki, wszystko śpiewa co ja gram”. Na osobnej kartce dopisek „Pomóż”.

Z Żagania Papusza wraz z rodziną przenosi się do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie spędza dalsze lata swego życia. Poza społecznością cygańską przeżyła ponad 30 lat. Przestała pisać. Wprawdzie kilka jej nowych wierszy pojawiło się w druku jeszcze w latach 70., ale nie ma pewności, czy Papusza rzeczywiście powróciła do twórczości, czy tylko Jerzy Ficowski opublikował któryś z jej wcześniejszych rękopisów. Wiele z tego, co napisała wcześniej, spaliła razem z listami od przyjaciół, m.in. od Tuwima. Nigdy jednak nie oceniała źle decyzji Jerzego Ficowskiego o publikacji jej cygańskiej poezji. W listach nazywała go stale „braciszkiem”, zawsze traktowała jak najlepszego przyjaciela. W 1981 r. siostra Janina Zielińska zabrała ją do Inowrocławia, tam pozostała do końca życia. Pochowano ją 8 lutego 1987 r. na miejscowym cmentarzu z dala od cygańskich mogił. Pod koniec życia Papusza powiedziała: „Gdybym się nie nauczyła czytać i pisać, ja głupia, byłabym może szczęśliwa”.

Wstęp: Magdalena Śliwak
Tekst: Stanisław Byczkowski

zdjecie str 56

Bibliografia:

Bończuk L., Listy Papuszy do Juliana Tuwima, „Wiadomości Kulturalne” nr 1/2 (189/190) z 4.11.1998 r.

Bronisława Wajs – Papusza (1908-1987) – biografia i dziedzictwo, praca zbiorowa pod redakcją Dariusza A. Rymara, Gorzów Wielkopolski 2017.

Bronisława Wajs-Papusza. Życie i twórczość, Szczecinek 2013.

Kuźniak A., Papusza, Wołowiec 2013.

Machowska M., Papusza. Między biografią a legendą, Kraków 2011.

Rak W., Żagańskie lata Papuszy, „Zeszyty Żagańskie” nr 2/2003.

Spadek po Papuszy, „Angora” nr 19/2002.