W gościnnych progach lubelskich bibliotek (19-22 września 2024)
- Szczegóły
- Utworzono: wtorek, 08, lipiec 2025 08:53
- Małgorzata Grelak
- Odsłony: 800
Na wieść, że jesienią planowany jest długo wyczekiwany wyjazd studyjny do bibliotek Lubelszczyzny, od razu zgłosiłam swój akces. Każdy z dotychczasowych wyjazdów, w którym miałam możliwość uczestniczyć, okazał się niezwykle ciekawym.
Wcześniej były to m.in. wyjazd na tereny Euroregionu Nysa (biblioteki w Libercu, Görlitz i Zittau), zwiedzanie przy okazji targów książki wrocławskich bibliotek – uniwersyteckiej i miejskich oraz pozostająca w pamięci wizyta w łódzkich bibliotekach i mieście pełnym historii, kultury i innych ciekawych miejsc. Bibliotekarze wszędzie okazują się pasjonatami, twórcami wartości materialnych i niematerialnych, skarbnicami pomysłów, twórcami warsztatów. Nowe idee, korzystanie z interesujących wzorców – to dzieje się właśnie podczas wyjazdów studyjnych.
Dla rzadko podróżujących Lubuszan Ziemia Lubelska to odległe tereny Polski Wschodniej, mniej znane i niemal egzotyczne. Zdarza się nawet współczesnym żurnalistom czy sprawozdawcom zamienić słowo „lubelska” na „lubuska” lub odwrotnie. Tymczasem oba regiony są od siebie oddalone, mają inne dziedzictwo historyczne, ale bibliotekarze w obu częściach kraju pracują z równą pasją, a wnętrza biblioteki są niezwykle urozmaicone. O tym mieliśmy się przekonać podczas tej zapamiętanej na długo podróży.
Dyrektor zielonogórskiej książnicy, dr Andrzej Buck, z powodów zawodowych i zainteresowań zna Lubelszczyznę i jej biblioteki, a Dział Badań, Analiz i Metodyki Biblioteki Norwida oraz zielonogórskie struktury Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, z nieocenioną pomocą dyrekcji i kadry Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Henryka Łopacińskiego w Lublinie zadbały, by oferta wyjazdu była bardzo atrakcyjna.

Pierwszy przystanek to dwór Jabłonowskich w Czarnolesie i piękne muzeum poświęcone Mistrzowi z Czarnolasu Janowi Kochanowskiemu. Piękna aleja ze starodrzewiem prowadzi do okazałego, bielonego dworu z kolumnami. Wewnątrz, na ścianach, podziwiać można teksty pieśni, trenów, fraszek i innych dzieł, zabytki kultury, a z artefaktów współczesnych – piękne gobeliny z motywami „kochanowskimi”. Przed dworem stoi pomnik poety, w stroju z epoki renesansu. Obok dworu znajduje się kaplica z wystawą współczesnych rzeźb: jest popiersie aktora Zdzisława Mrożewskiego, kilka wizerunków Chopina, Piłsudski i wiele innych postaci na tle kolorowych szkiełek witraży kaplicznych okien. Na terenie posiadłości znajdują się malownicze aleje (w tym, a jakże, lipowa), sady i stawy. Piękna pogoda pozwoliła w pełni odkryć uroki Muzeum Jana Kochanowskiego w Czernolesie.
Tego samego dnia odbył się jeszcze wieczorny wypad na lubelską starówkę z dyrektorem Andrzejem Buckiem jako przewodnikiem. Bardzo byliśmy ciekawi miasta. Część śródmiejska jest pełna odrestaurowanych kamienic w jasnych, pastelowych kolorach. Nie mniej piękne od warszawskiego Krakowskie Przedmieście zaprowadziło nas do monumentalnej Bramy Krakowskiej, a stąd już krok do rynku. Notabene, bram strzegących wejścia na stare miasto jest kilka: oprócz Krakowskiej jest Grodzka i Rybna. Wiszące nad głowami kolorowe lampiony w kształcie latających balonów robiły na spacerujących wrażenie tym większe, im bardziej ciemniało na dworze. Z balonowych koszów spoglądały na turystów lalki. Może nawiązujące do lubelskiego teatru lalkowego? Jedna z rynkowych kamienic odznacza się białymi ogromnymi makówkami i makowymi kwiatami wyglądającymi przez okna. Okazuje się, że to instalacje tego samego artysty plastyka, który umieścił balony – Jarosława Koziary.
Starówka lubelska tętni życiem, wiele tu barów, restauracji, galerii artystycznych, grajków ulicznych, starszych pań z naręczami i bukietami kwiatów czekających na wędrujących. W kawiarnianych ogródkach i na ławkach mnóstwo młodych ludzi. Dotarliśmy aż pod lubelski zamek i wróciliśmy cieszyć się urokami starówki. Po biesiadzie bogatej w podpłomyki, lokalne dania, swojską kuchnię i gorące aromatyczne napoje, ruszyliśmy w stronę placu Litewskiego. Z daleka przywoływały nas laserowe światła i głos lektora, zapowiadający grające fontanny i anonsujący historie i legendy tego miasta z kozłem i pędem winorośli w herbie. Anonsował gród jako ścisłego kandydata do miana Europejskiej Stolicy Kultury 2029.
Pierwszy pokaz pt. „Światło, dźwięk i woda” nie różnił się od tego typu atrakcji oferowanych przez różne europejskie metropolie. Natomiast autorzy drugiego pokazu zaprezentowali Lublin jako ośrodek naukowy, mający w dorobku wiele odkryć, ważnych rozwiązań technicznych, znajdujących zastosowanie w różnych dziedzinach gospodarki, medycyny, nauki i kultury. Wymieniane przez lektora, a prezentowane jako hologramy tychże rozwiązań i odkryć robią wrażenie. Lublin to miasto wielu szkół wyższych, uniwersytetów – ma duży wkład w rozwój polskiej nauki.

Drugi dzień oprócz wizyt bibliotekarskich obfitował w informacje o mieście, przekazane przez pasjonata historyka. Najbardziej poruszająca była zapewne historia lubelskich Żydów, których hitlerowcy zamknęli w getcie i eksterminowali, a Polaków zmusili do zatarcia wszelkich śladów po tej nacji. Obecnie pamięć tych przedwojennych mieszkańców Lublina czczona jest w postaci wiecznie płonącego ognia w jednej z latarni miejskich, stojącej pomiędzy starówką a zamkiem. Jedną z ważnych postaci pochodzenia żydowskiego była współtwórczyni wraz z Józefem Czechowiczem Lubelskiego Związku Literatów, Franciszka Arnsztajnowa. Jej wnuk to reżyser Andrzej Titkow. Historia jej rodziny, a właściwie mieszkańców jednej kamienicy, została opowiedziana w reportażu Hanny Krall Wyjątkowo długa linia.
Po dawce wiedzy historycznej o mieście przyszedł czas na współczesne przestrzenie biblioteczne. Vis-à-vis Parku Wilsona, we wnętrzach dawnej kultowej restauracji zlokalizowana jest BIOTEKA – nowo otwarta filia Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. Miejsce cieszy się popularnością wśród Lublinian. Pełne jest żywej zieleni okalającej półki i regały z książkami, również o tematyce fauny, flory, ochrony środowiska, uprawy roślin itp. Imponuje zarówno jedna ze ścian z płynącą w szklanych kolbach wodą, jak i wielka półka wymiany roślin. Do minująca w przestrzeni zieleń wpływa łagodząco i uspokajająco na użytkowników[1].
Koledzy z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie zgotowali nam iście królewskie powitanie w pięknej sali z galerią prac plastycznych. Przygotowali dla całej naszej licznej grupy poczęstunek, a następnie mogliśmy wysłuchać frapującej historii biblioteki, niezwykłego człowieka Henryka Łopacińskiego, którego kolekcja starodruków i innych skarbów sztuki drukowanej i manuskryptów stanowi obecnie bazę Zbiorów Specjalnych lubelskiej WBP. Wysłuchaliśmy niezwykłej historii przechowywania podczas wojny cennego, monumentalnego płótna autorstwa Jana Matejki. Posłuchaliśmy o pracy i wydarzeniach organizowanych przez jednostkę i odwiedziliśmy najciekawsze pomieszczenia, oglądając cenne zasoby znajdujące się w zbiorach biblioteki. Dostaliśmy też zestaw materiałów drukowanych – książek, broszur i czasopism, w tym bratniego „Bibliotekarza Lubelskiego”.

Czekała nas jeszcze w tym dniu wycieczka do bardzo odległej od centrum filii MBP – Biblioteki na Poziomie, o ciekawej konstrukcji architektonicznej, z mnóstwem pięknych drewnianych elementów[2]. Tam powstało jedno z piękniejszych zdjęć grupowych naszej delegacji lubuskiej (w wyjeździe uczestniczyli zarówno bibliotekarze z zielonogórskiej Biblioteki Norwida i filii miejskich, jak i z Biblioteki Uniwersytetu Zielonogórskiego, Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej oraz wielu bibliotek w regionie, m.in. w Sławie, Małomicach, Szprotawie, Zaborze, Żarach, Gubinie a także emerytowani bibliotekarze, a jednocześnie czynni członkowie SBP).
Trzeci dzień wyjazdu nosił hasło: „Lubelskie Trójmiasto: Nałęczów – Puławy – Kazimierz”. Trudno orzec, które miejsce wzbudza najwięcej emocji, literackich czy plastycznych skojarzeń. Które jest najpiękniejsze? Każde ma swój urok i historię.
Uzdrowiskowy Nałęczów okazał się oazą nie tylko kuracjuszy, ale i łowców tropów literackich – z muzeum Stefana Żeromskiego[3] i jego syna, ogromnym, okolonym przez liczne domy sanatoryjne parkiem ze stawem, rzeźbami i znakomitą pijalnią wód mineralnych oraz pijalnią czekolady, ławeczką z Bolesławem Prusem. W Muzeum Bolesława Prusa grupa miała możliwość wysłuchania historii życia autora Emancypantek, Lalki czy Faraona[4]. Aleksander Głowacki był postacią o szerokich zainteresowaniach naukowych i osobowości mało dostępnej. Kilka razy starał się o rękę swojej kuzynki. I to poniekąd dzięki jej matce mamy znakomite teksty Prusa! Zgodziła się na zamążpójście córki pod warunkiem, że Głowacki nie tylko utrzyma się z pisania, ale też będzie w stanie na odpowiednim poziomie utrzymać żonę. Musiał więc pisać dużo i ciekawie, by być wydawanym i osiągnąć cel – ożenić się z kuzynką. Jedna z anegdot głosi, że pisząc, zamykał się w pokoju, a żonie podsuwał pod drzwi pokoju list z propozycją menu (na jakie potrawy miał chęć).

Puławy? Trzeba będzie wrócić do tego przechodzącego z rąk do rąk i z rodu do rodu miasta (Opalińscy, Lubomirscy, Czartoryscy), by chociażby obejrzeć park ze świątynią Sybilli. Puławy w czasach Adama i Izabeli Czartoryskich były tak zwaną drugą stolicą kulturalną i polityczną kraju, nosząc przydomek „Polskich Aten”. Grupie studyjnej czas pozwolił na odwiedzenie jednej z najnowocześniejszych w Polsce (i pewnie nie tylko) mediateki – Biblioteki Miejskiej w Puławach, oddanej do użytku w drugiej połowie 2023 roku. Dlaczego tak niezwykłej? Bo zbudowanej i zaprojektowanej od podstaw, pod aktualne potrzeby użytkowników i mieszkańców miasta, z uwzględnieniem wskazówek bibliotekarzy. Układ wnętrz i rozplanowanie przestrzeni, wyposażenie i kolorystyka znakomicie wpisują się w najnowsze trendy. Są i zamknięte, niewielkie przestrzenie jednoosobowe – do zaczytania i do odsłuchania np. audiobooków. Są świetne dwuosobowe kabiny do konwersacji, korepetycji czy nauki języków. Są zakamarki i przestrzenie spełniające warunki młodych użytkowników z „generacji Z” czy innej; place zabaw dla dzieci, oświetlona wpadającymi promieniami słonecznymi galeria na piętrze czy sala widowiskowa i odkryty taras.
Jako cremè de la cremè wizyta w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, opiewanym przez poetów i pisarzy, malowanym przez filmowców, mekce artystów, w tym malarzy (swoją pracownię ma tu m.in. Jan Wołek). Tutaj czuje się genius loci[5].
Już idąc z parkingu na rynek, szczególnie w niedzielę, tuż po głównym sezonie – we wrześniu, napotyka się strumienie wędrujących turystów. Kawiarniane ogródki, sklepiki z rękodziełem, ulice, skwery, parkingi pełne są odwiedzających wycieczek autokarowych i indywidualnych (rodzinnych), rowerzystów, motocyklistów. Kilka godzin to stanowczo za mało, żeby nasycić się atmosferą, klimatem, widokami, budowlami.
W Kazimierzu Dolnym kierujemy się do położonej dość wysoko willi literackiej. To dom, który dla swojej żony zlecił zaprojektować i wybudować Jerzy Kuncewicz, mąż Marii[6]. Słuchamy opowieści, a potem dzielimy się na grupy i stąpamy wąskimi korytarzami i przejściami do salonu z oryginalnym piecem kaflowym, ozdobionym pięknymi huculskimi kaflami ze scenkami rodzajowymi, motywami roślinnymi i zwierzęcymi. Znajdują się tam także meble, portrety, pamiątki, kącik z radiem, tapczan, w innym miejscu kuchnia z wyposażeniem, które niektórzy pamiętają z wizyt u babci lub z dawnych domów rodzinnych. Wszystko przetykane historiami zbliżonymi do powieści i esejów Marii Kuncewiczowej i książek Jerzego. Dla pokolenia boomerów książki Kuncewiczowej były ważne, tak jak ważny jest nakręcony według Dwóch księżyców film Andrzeja Barańskiego, w którym głównym bohaterem jest miasteczko z międzywojnia i rzeka właśnie. Dwa Księżyce to także nazwa jednej z kazimierskich restauracji.
Po kuncewiczowskiej uczcie wspominkowo-literackiej wędrówka na rynek i dalej wspinaczka pod górę, do jednego z malowniczych miejsc. Ścieżka wiedzie tuż koło pięknego kościoła. Za kościołem, w górze, miejsce pamięci poległych w powstaniu styczniowym, z inskrypcją na płycie. Droga prowadzi do zamku, właściwie jego malowniczych ruin. Już stąd rozciąga się widok na malownicze przełomy Wisły i rozmieszczone na wzgórzach i w dolinie zabudowania miasteczka. Chętni widoków, łaknący wrażeń wspięli się na Górę Trzech Krzyży. Miłośnicy spacerów w miasteczku polowali na najładniejszego koguta z ciasta. Do zjedzenia natychmiast lub do sprezentowania rodzinie. Krążąc uliczkami, można było wejść do licznych galerii artystycznych rozmieszczonych w uroczych kilkudziesięcioletnich domach, czasem wykonanych głównie z drewna.
Obowiązkowym punktem kazimierskiego programu było zejście nad rzekę, szczególnie urokliwą, gdy zachodziło słońce, a w wodzie odbijała się różowa podniebna poświata. Nadrzeczne bulwary ciągną się w dolinie, z drugiej strony rzeki zagląda Janowiec. Oba miasta realizują letni festiwal filmu i sztuki Dwa Brzegi. Wieczorna wizyta w klimatycznej, położonej w pobliżu synagogi żydowskiej restauracji zamknęła piękny dzień spędzony w otoczeniu literatury, sztuki, architektury i z towarzyszeniem lokalnych smakołyków.
Ostatni dzień wyjazdu studyjnego przyniósł kolejne niespodzianki. Park pałacowy, pałac Zamoyskich – muzeum w Kozłówce, Muzeum Socrealizmu, Wozownia – mnóstwo atrakcji i ciekawie spędzony czas. Przewodnicy opowiadali historię rodów, pokazując drzewo genealogiczne aż do współczesnych linii rodu, mieszkających za granicą. Tereny parku i pałacu były również scenerią wielu filmów i seriali. Wizyta w Kozłówce była interesującym i przepełnionym wiedzą historyczną zwieńczeniem wyjazdu studyjnego na Lubelszczyznę. Dzięki gościnnym koleżankom i kolegom z lubelskich bibliotek oraz gospodarzom innych instytucji kultury wyjazd ten zapisuje się złotymi zgłoskami w historii peregrynacji lubuskich bibliotekarzy. To ciekawe, pełne inspiracji doświadczenie.
Małgorzata Grelak

[1] Bioteka, czyli o zielonej bibliotece w Lublinie, https://sztuka-wnetrza.pl/7314/artykul/bioteka-czyli-o-zielonej-bibliotece-w-lublinie%20 [dostęp: 31.12.2024].↩ powrót
[2] Biblioteka na Poziomie, czyli nowoczesne wnętrza w stylu soft loft, https://sztuka-wnetrza.pl/7322/artykul/biblioteka-na-poziomie-czyli-nowoczesne-wnetrza-w-stylu-soft-loft [dostęp: 31.12.2024].↩ powrót
[3] M. Kowalska, Chata Żeromskiego w Nałęczowie, https://mnki.pl/pl/obiekt_tygodnia/2014/pokaz/128,chata_zeromskiego_w_naleczowie,2 [dostęp: 30.12.2024].↩ powrót
[4] Muzeum Bolesława Prusa, https://naleczow.pl/item/628/ [dostęp: 30.12.2024].↩ powrót
[5] Na rynku usiąść w Kazimierzu, http://narynkuusiascw-kazimierzu.pl/ [dostęp: 31.12.2024].↩ powrót
[6] Muzeum Nadwiślańskie. Oddział Dom Kuncewiczów, https://mnkd.pl/dom-kuncewiczow/ [dostęp: 31.12.2024].↩ powrót